Cmentarz Pere Lachaise – „Cmentarze pełne są ludzi niezastąpionych” (Georges Clemenceau)

Grób rodzinny – małe mauzoleum.

Cmentarz Pere Lachaise jest udanym miejscem na spacer, po pierwsze jest tu duży spokój – jak to na cmentarzach, po drugie – pięknych rzeczy do oglądania jest tu od groma i ciut ciut – niektóre groby to prawdziwe dzieła sztuki.

Dodatkowo jest dużo zieleni, my byliśmy w okresie, gdy spadały kasztany, zatem dzieci miały dodatkową atrakcję. W sumie to nawet byłam trochę zła na te kasztany, bo chciałam dzieciom pokazać miejsce spoczynku znanych ludzi, a tymczasem te kasztany skupiły większość ich uwagi. Później jednak stwierdziłam, że maluchy, to maluchy – muszą zwiedzać po „maluchowemu” i poza wprowadzeniem kasztanowego limitu na liczbę zebranych skarbów, nie przeszkadzałam im już więcej w odkrywaniu cmentarza w kasztanowy sposób.

Nazwa cmentarza znaczy „ojciec Lachaise”, ojciec Lachaise był spowiednikiem Ludwika XIV i w prezencie od króla otrzymał – nie, nie cmentarz! – willę z ogrodem i ten ogród po wielu latach został wykorzystany na cmentarz.

Rosyjski akcent

Na cmentarzu jest pochowanych wiele znanych osób, co jest; po namyśle stwierdzam; oczywistą oczywistością, bo przecież wielu znanych np. artystów światowej sławy mieszkało i tworzyło w Paryżu.

 

Cmentarz jest cały czas „aktywny”, jeżeli można powiedzieć tak o cmentarzu, tzn. odbywają się tutaj cały czas pochówki zmarłych – czy to w trumnach czy w urnach.

Opera Garnier – dom upiora

Opera Garnier – Paryż

„Niezwykły duet nasz
Usłyszy noc
Bo mam nad tobą już
Nadludzką moc
A choć odwracasz się
Spoglądasz w tył
To ja
To upiór tej opery mam
We władzy sny”

Z piosenki „Upiór opery”, z musicalu „Upiór w operze” inspirowanego powieścią Gastona Leroux „Upiór w operze”

tył opery

Właśnie w tym budynku mieszkał Upiór z powieści „Upiór w operze” – autor wykorzystał fakt, że opera powstała na podziemnym jeziorze, z którego w rzeczywistości woda była wypompowywana przez 8 miesięcy. Budynek ten był siedzibą Opery Narodowej od 1875 roku do 1989 roku do wybudowania Opery Bastille, gdzie przeniósł się zespół Narodowej Opery Paryża. Podobno nowy budynek nie ma tak dobrej akustyki jak stary i nadal w operze Garnier odbywają się przedstawienia.

Pałac Inwalidów – spotkanie z historią.

Widok na Hotel Inwalidów. Przyznam, że robi wrażenie- bo przed nim duża przestrzeń sprawia, że budynek jest jeszcze bardziej imponujący.

„I czekasz jeszcze? Jeszcze czekasz?
Deszcz jest jak litość – wszystko zetrze:
i krew z bojowisk, i człowieka,
i skamieniałe z trwóg powietrze.”

K.K. Baczyński „Deszcze”.

Pałac Inwalidów jest piękny i imponujący. Mieści się w nim między innymi Muzeum Armii, o którym pisałam w poprzednim wpisie oraz mauzoleum Napoleona i można tutaj naprawdę świetnie spędzić czas (zwłaszcza, gdy interesują nas sprawy wojskowości i historia). Zaczęłam jednak takim refleksyjnym fragmentem mojego ulubionego wiersza K.K. Baczyńskiego, ponieważ chciałam wszystkim przypomnieć, po co Pałac Inwalidów był zbudowany. W 1670 roku Ludwik XIV zlecił zbudowanie wielkiego pałacu, w którym mogliby znaleźć schronienie francuscy weterani wojenni, w tym kalecy i bezdomni żyjący z jałmużny. I tak mi jakoś tak ten wiersz przyszedł do głowy jak siedziałam i dumałam sobie o tym miejscu.

na dziedzińcu

Na porządne zwiedzanie całego kompleksu należy poświęcić jeden dzień. Samo Muzeum Armii zajmie dużo czasu a poza tym możemy zobaczyć i inne ciekawe miejsca. Poza tym mamy do dyspozycji dużo terenów zielonych z pięknymi rabatami kwiatowymi, gdzie możemy odpoczywać.

na dziedzińcu

Kościół pałacowy – z bardzo prostym wystrojem, ozdobioną praktycznie tylko sztandarami zdobytymi w różnych epokach przez wojska francuskie.

Wielka złota kopuła jest jednym z najbardziej charakterystycznych punktów Paryża i stanowi dobry punkt orientacyjny podczas zwiedzania.

Kościół – mauzoleum połączony z kościołem pałacowym, w którym najważniejsze miejsce zajmuje kaplica grobowa Napoleona.
Sarkofag, w której znajduje się ciało Napoleona jest imponująco wielki. Podobno cesarz jest pochowany w 6 trumnach a jego zwłoki są zabalsamowane. Trumny są z: białego metalu, mahoniu, dwie z ołowiu, hebanu i dębu. Obok wodza pochowano jego synka zwanego Orlątkiem.

Grób Napoleona Bonaparte.

 

Grób Napoleona z góry

W kościele – mauzoleum spoczywają też inni znani wodzowie, między innymi Ferdinand Foch (w Paryżu jest też aleja Focha).

Cały kompleks Hotelu Inwalidów jest bardzo duży, robi wrażenie a dla tych, co jak ja z historią są na bakier, pozwala spotkać się z historią prawdziwą, podaną w ciekawej formie.

 

Muzeum Armii – raj dla chłopców małych i dużych

Polski akcent w Muzeum Armii

Wpis ten dedykuję wszystkim mamom synków, szczególnie tym, które interesują się innymi rzeczami niż synkowie.

Wyposażenie żołnierza – Wojna Swiatowa.

Osobiście nie wiem skąd nagle ni z tego ni z owego bierze się u chłopców zainteresowanie dla spraw związanych z wojskiem. Ale zainteresowanie dinozaurami, rycerzami, żołnierzami to chyba kolejne etapy rozwoju chłopców (o tym etapie żołnierskim opowiedziała mi kiedyś koleżanka M.Sz. też mama chłopca i sprawdziło się!). W każdym razie zainteresowanie jest i Muzeum Armii znajdujące się w Hotelu Inwalidów to chyba ulubione miejsce mojego synka w Paryżu. Mojemu osobistemu mężowi również bardzo się tam podoba.

Dziedziniec – Hotel Inwalidów. Z tego dziedzińca wchodzimy do poszczególnych działów muzeum oraz przechodzimy do Mauzoleum Napoleona.

Szczerze powiem, że muzeum jest ciekawe. Mnie sprawy wojskowości generalnie nie interesują a oglądanie gabloty z różnymi rodzajami strzelb (na dodatek mając w perspektywie gablotę z mieczami) nie kojarzy mi się z przyjemnością – a jednak znalazłam tam coś dla siebie. Na pewno muzeum to jest wspaniałą lekcją historii (ja Wam to mówię, a historię ze szkoły wspominam jako nuuuudy). Dla mnie też jest jakby rozwinięcie zdania Alberta Schweitzera „Groby żołnierzy są najlepszymi kazaniami o pokoju.” Dlaczego? Ponieważ w muzeum nie mogłam odpędzić myśli o tym jakie to straszne, że wymyślono tyle narzędzi do zabijania, tylu żołnierzy zginęło, tylu cywili. Być może mali i duzi chłopcy zwiedzający muzeum mają inne myśli podczas oglądania – ale to tym bardziej dobrze świadczy o muzeum, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Jest to w końcu największe muzeum tego typu na świecie. Generalnie – jest co oglądać.

W muzeum są sale dotyczące okresu panowania kolejnych Ludwików, Napoleonów, sale poświęcone I i II wojnie światowej, sale okresu rycerskiego, są nawet zbroje chińskie i japońskie! Jest broń z epoki kamienia, żelaza, starożytności – do wyboru do koloru. Mnogość eksponatów jest momentami przytłaczająca.

Dla mnie najciekawsza była ekspozycja poświęcona wojnom światowym. Oglądałam ją z wielkim zainteresowaniem.

Taki pojazd był zrzucany w kapsułach ze spadochronem.

Poza Muzeum Armii w tym samym kompleksie budynków jest też muzeum makiet.

A poza tym jest tutaj jeszcze do oglądania cały kompleks Hotelu Inwalidów, Mauzoleum Napoleona. Miałam o tym pisać dzisiaj, ale wyszło mi trochę inaczej – to już następnym razem w takim razie.

Neuilly – sur – Seine – przytulne gniazdko dla mieszkańców

Neuilly – sur – Seine to miasteczko i gmina położone tuż przy granicy z Paryżem, około 6 km od centrum Paryża. Znane jest między innymi z tego, że burmistrzem był tutaj późniejszy prezydent Francji Nicolas Sarkozy (po skończonej prezydenturze nie wrócił do Neuilly – mieszka podobno w 16 – stej dzielnicy) poza tym mieszkało tutaj i mieszka wielu znanych (i bogatych) Francuzów – między innymi właścicielka firmy L’Oreal – najbogatsza kobieta Francji. Jest to przepiękne miejsce do mieszkania – ulice są piękne, chodniki dosyć szerokie, jest dużo zieleni i miejsc na przyjemne spacery. A poza tym nie jest to miejsce tłumnie odwiedzane przez turystów, zatem jest spokojnie i można się zrelaksować mimo, że jest tuż tuż przy Paryżu. Przy okazji  dłuższego pobytu – polecam do zwiedzenia. Wystarczy zrobić jeden krok za administracyjny Paryż :)

Przepiękny budynek ratusza.

Kościół a przed nim ogrodzony ogródek – miejsce odpoczynku mam i małych dzieci.

Takich ładnych kamienic jest tutaj mnóstwo.

Ozdobne detale na jednej z kamienic.

Imponujące drzwi. Wyglądają ładnie, ale na pewno są niewygodne przy otwieraniu :)

 

Mały placyk

Duży placyk – tutaj 3 razy w tygodniu jest targ.

Zieleń miejska

Synagoga.

La Rochelle – plaża, meduzy, rekiny i inne wakacyjne przyjemności

Plażowanie, odpoczywanie

Jak pisałam wcześniej – sierpień miesiacem wakacji, zatem pojechaliśmy w sierpniu się wakacjować między innymi do La Rochelle. La Rochelle jest turystyczną miejscowością położoną nad Zatoką Biskajską (czyli jest to Ocean Atlantycki :) ). Miejsce to wymyślił mój osobisty mąż i chociaż znalazł je przypadkiem, czytając w przewodniku, co ciekawego jest w drodze do Bordoux, gdzie planowaliśmy docelowo pojechać; to trafił w dziesiątkę. Ostatecznie do Bordoux nie dojechaliśmy, bo w La Rochelle spodobało nam się tak bardzo, że zostaliśmy tam cały czas, który mieliśmy do dyspozycji.

Dwie wieże, pomiędzy którymi kiedyś kiedyś rozciągano łańcuch, który bronił dostępu do portu.

Choć przyznam szczerze, że na początku – pierwszego dnia, byliśmy przekonani, że zwijamy się następnego ranka. Miasto przywitało nas upałem, wielką kolejką w informacji turystycznej w centrum, gorąco aż buchało z chodników i ulic – nic nie wydawało się wtedy ładne. Na dodatek pani w informacji turystycznej wskazała nam plaże, które zupełnie nie przypadły nam do gustu. Pierwszy dzień spędziliśmy na szukaniu miejsca, które nam się spodoba do plażowania i byliśmy dosyć… rozczarowani. Pierwsza plaża zamiast piasku miała jakby grubo zmielone muszle, druga plaża wyglądała lepiej, ale trafiliśmy na odpływ, który odsłonił 20 metrową strefę błota. Błoto pachniało brzydko, lepiło się do wszystkiego zielono – czarną mazią – aby dostać się do wody trzeba było przejść, przez śliską strefę błota – nie było innej rady. Dla mnie dotknięcie tego stopami było torturą, ohydnym obrzydliwym doświadczeniem. Za to dzieci… wyturlały się w tym całe. Wyglądały niesamowicie,  potem wyturlały się w piasku i wyglądały jak Piaskowy Ludek. Wszystko fajnie, ale wymycie dzieci z tego „czegoś” pod zimnym prysznicem na plaży było niemiłe i dla nich i dla nas.

Ale później daliśmy miastu i okolicy jeszcze jedną szansę i bardzo dobrze! Kolejna nauka życiowa, że pierwsze wrażenie zwodzi. Miasto zwiedzone nie w upale, tylko podczas przyjemnego ciepłego popołudnia było urocze i ciekawe. A plaża, którą znaleźliśmy na wyspie Ile de Re tak bardzo przypadła nam do gustu, że wracaliśmy na nią jeszcze kilka razy.

Widok z karuzeli – wielkiego koła

 

La Rochelle ma ciekawą historię, jest starym miastem. Było ważnym portem handlowym (początkowo handlowano głównie winem, solą i serem, a w okresie zdobywania Nowego Swiata również niewolnikami z Afryki, futrami z Kanady i cukrem z Ameryki Srodkowej). Poza tym gościło Templariuszy, którzy podobno handlowali w La Rochelle winem. Poza tym jest legenda, że w porcie La Rochelle gościł statek, który przewoził świętego Graala. Przewozili go oczywiscie Templariusze, czyli La Rochelle byłoby też dobre na miejsce akcji dla ksiązki „Pan Samochodzik i Templariusze – kolejne starcie” czy coś w tym stylu. La Rochelle było również ważne ze względu na to, że stało się ważnym ośrodkiem protestanckim. Jednak na skutek wojen religijnych wielu hugenotów zostało zmuszonych do emigracji. Takie były czasy niestety, że nie było wolności wyznania we Francji.

Podczas drugiej wojny światowej mieściła się tutaj baza (port?) niemieckich łodzi podwodnych (niestety przez to miasto było często bombardowane), a na koniec było to pierwsze wyzwolone miasto francuskie.

Co można tutaj zwiedzić? A może raczej, co my zwiedziliśmy i robiliśmy :D ?

Plażowaliśmy, zwiedziliśmy wielkie Akwarium, Muzeum Lalek i Miniatur, port, jeździliśmy wielkim kołem (taka karuzela), płynęliśmy tramwajem wodnym, zwiedziliśmy Stare Miasto, spacerowaliśmy po pięknym parku miejskim, z mini ogrodem zoologicznym.

Tramwaj wodny – atrakcja i sposób transportu

Szczególnie polecam Akwarium, które ma wspaniały tunel z meduzami, rekiny i wiele różnych gatunków ryb i stworzeń morskich – mi się bardzo podobało.

 

 

Sierpień we Francji

Sierpień we Francji to specyficzny miesiąc. Jest to święty czas urlopu dla Francuzów i faktycznie widać, że kto może to wypoczywa – to jest MASOWE ODPOCZYWANIE. Taka sytuacja w Polsce nie wydaje się możliwa, choć nasze lato – lipiec i sierpień to też tradycyjny okres urlopowy. Jednak jak to wygląda zwykle w pracy, gdy chcemy brać urlop? Jest rozpisywany grafik, kto kiedy, często jest mnóstwo argumentów ze strony pracodawcy, dlaczego lepiej urlopu w tym terminie nie brać itp.  A z perspektywy obserwatora wygląda mi to tak, że we Francji – jak chcesz urlop w sierpniu, to oczywiscie go dostaniesz. Mój osobisty mąż nie miał kłopotu z żadnymi dniami wolnymi do tej pory – bo też postanowiliśmy wykorzystać piękną pogodę i pojechaliśmy nad ocean plażować zgodnie z myślą, że „skoro wszedłeś między wrony musisz krakać jak i one” – więc sierpień jest idealny na wszelkie wyjazdy i nie mogliśmy po prostu wybrać innego terminu :D

Panorama z dachu Instytutu Swiata Arabskiego

A jak to wyglądało w praktyce? Na miesiąc sierpień większość sklepów, zakładów usługowych została po prostu zamknięta. Na drzwiach pojawiła się kartka z informacja, że jest doroczna przerwa i szanowni klienci będziemy pod koniec sierpnia, albo na początku września.  Na naszej uliczce był otwarty tylko sklep z mrożonkami i apteka, a na sąsiedniej – nic. Wszyscy byli na wakacjach. I tak wyglądała większośc sklepików w naszej okolicy. Otwarte zostały duże sklepy, apteki (nie wszystkie) i pojedyńcze butiki. Osobisty mąż usłyszał u siebie w pracy o klinice, w której wypisali pacjentów na sierpień, bo lekarze idą na urlopy. Ale mega hitem było dla mnie znalezienie kartki na furcie na teren koscioła (katolickiego), na której napisali, że w sierpniu kościół jest… zamknięty :D Jak wakacje to wakacje w końcu!

Ogród Luksemburski.

Część restauracji jest również zamknięta. Oczywiście nie mówię o lokalach i sklepach „żyjących” z turystów, bo one są w sezonie sierpniowym otwarte, ale kto może – nie pracuje i sam staje się turystą. Jest to naprawdę zjawisko masowe – sierpień miesiącem odpoczynku. Zauważyłam, że zdecydowanie zwiększyły się kolejki do kościołów i muzeów w tym miesiacu – do Paryża też przyjeżdża dużo turystów zwiedzać.  Plusem dla nas – jako mieszkańców – są w tym miesiącu darmowe parkingi i zauważalny większy luz na miejscach parkingowych.

Dalida – paroles, paroles, paroles, słowa, słowa, słowa

Nie spodziewałam się wcześniej, że napiszę o Dalidzie. Nie jestem fanką tej piosenkarki, choć znam kilka jej hitów, a piosenka „Paroles, Paroles” nawet bardzo mi się bardzo podoba.  Jednak spacerując po Montmartre znaleźliśmy plac Dalidy, jej pomnik, przeczytałam trochę o niej i pomyślałam, że warto o niej wspomnieć przy okazji opisywania dzielnicy Montmartre. Była to ważna postać dla kultury Francji, po prostu warto coś o niej wiedzieć. Nie będę przytaczała tutaj jej biografii, ale zachęcam do przeczytania, choćby tutaj:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Dalida

Piosenkarka Dalida, której życie zawodowe było pełne sukcesów a osobiste pełne tragedii   mieszkała na Montmartre i tutaj też jest pochowana.  Plac na Montmartrze został nazwany jej pseudonimem artystycznym ku jej czci.

A poniżej widok z placu Dalidy w głąb Montmartre.

Polecę Wam jeszcze jedna piosenkę, którą akurat teraz słucham podczas pisania: „Parce que je ne t’aime plus”. Aż mi żal, że nie znam francuskiego na tyle, by rozumieć, ale może jeszcze kiedyś się nauczę… HA HA HA

Montmartre – drepczemy pod górkę i wymijamy innych turystów.

„X – litera równie rzadka
Jak drewniany,
Stary wiatrak.
Na wzniesieniu
Wiatrak stał,
Korzystając
Z wiatru siły.
Kiedy wiatr
Przychylny wiał,
Jego skrzydła się kręciły
I wprawiały żarna w ruch.
Sypał się z nich biały puch (…). ” Ryszard Marek Groński, ”X w: Wierszyki o literkach”

Moulin Rouge – czyli Czerwony Młyn

Wzgórze Montmartre, zanim zostało włączone w granice Paryża było miejscem pełnym winnic, wiatraków (około 30 sztuk), był też kamieniołom. Winnice dostarczały Paryżanom taniego wina, wiatraki taniej mąki, a potem wszystko się zmieniło. Oryginalne (i tanie) domy i przepiękne widoki przyciągnęły artystów, później było coraz więcej lokali, kawiarni, restauracji, powstał kabaret i miejsce to zmieniło się zupełnie. Gdzieniegdzie można odnaleźć ślad dawnych czasów, a podobno przez dawne prace górnicze w tym rejonie są zagrożone niektóre budynki. Pisałam przy okazji innego wpisu, że dzielnica ta przez jej rosnącą popularność i ceny nie jest już mekką artystów lecz przemysłu turystycznego.

Jeden z nielicznych młynów, które zostały jeszcze na wzgórzu.

Udało nam się znaleźć takie miejsce, które może choć trochę przypomina dawne czasy? Byliśmy w muzeum Montmartre, gdzie na końcu ogrodu można było zobaczyć taki widok:

Winnica

Prawda, że to nie wygląda jak Paryż? Z drugiej strony widok był równie niespotykany jak na centrum miasta.

A obok winnicy dwa ule :) Bardzo niecodzienny widok jak na Paryż.

Dzielnica Montmartre jest na pewno znana każdemu, kto choć trochę interesuje się sztuką, mieszkali tu wybitni malarze, pisarze, piosenkarze, kompozytorzy. Jest ich cała lista, wspomnę może tylko o kilku, bo trudno mi tu wymienić wszystkich: Vincent van Gogh, Henri de Toulouse – Lautrec, Camille Pissarro,  Pierre – Auguste Renoir, Edgar Degas, Satie, Fryderyk Chopin, Dalida, Liszt,  Wacław Niżyński, Hektor Berlioz, Jean Marais.  Na mnie robi to duże wrażenie, tylu twórców w jednym miejscu. Miejscu pięknym i nadal, mimo kłębiącego się tłumu turystów przy głównych atrakcjach (o bazylice napiszę w osobnym wpisie). Warto poświęcić trochę czasu i przejść się dalej, poza miejsca z listy „must see”. Oczywiście turyści będą wszędzie, ale będzie ich trochę mniej, będzie spokojniej i można się w spokoju „pogapić”.

Różowy Domek

Jak pisałam wyżej my poszliśmy do muzeum Montmartre i okazało się, że jest to najstarszy istniejący dom w tej dzielnicy.

Muzeum Montmartre z przodu

W środku muzeum jest piękna kolekcja obrazów, plakatów, zdjęć. Jest również do oglądania film prezentujący kankana, który zachwycił dzieci.

Muzeum Montmartre – widok od strony ogrodu.

Poza tym Montmartre to piękne uliczki i widoki (widok spod bazyliki pokażę w innym wpisie). Poniżej kilka miejsc z Montmartre.

Widok ze wzgórza.

A teraz zbliżenie tego, co widać z daleka:

Poniżej kilka zdjęć z naszego spaceru po Montmartre.

Korek w ciasnej uliczce

Dom porośnięty bluszczem.