Cmentarz Pere Lachaise – „Cmentarze pełne są ludzi niezastąpionych” (Georges Clemenceau)

Grób rodzinny – małe mauzoleum.

Cmentarz Pere Lachaise jest udanym miejscem na spacer, po pierwsze jest tu duży spokój – jak to na cmentarzach, po drugie – pięknych rzeczy do oglądania jest tu od groma i ciut ciut – niektóre groby to prawdziwe dzieła sztuki.

Dodatkowo jest dużo zieleni, my byliśmy w okresie, gdy spadały kasztany, zatem dzieci miały dodatkową atrakcję. W sumie to nawet byłam trochę zła na te kasztany, bo chciałam dzieciom pokazać miejsce spoczynku znanych ludzi, a tymczasem te kasztany skupiły większość ich uwagi. Później jednak stwierdziłam, że maluchy, to maluchy – muszą zwiedzać po „maluchowemu” i poza wprowadzeniem kasztanowego limitu na liczbę zebranych skarbów, nie przeszkadzałam im już więcej w odkrywaniu cmentarza w kasztanowy sposób.

Nazwa cmentarza znaczy „ojciec Lachaise”, ojciec Lachaise był spowiednikiem Ludwika XIV i w prezencie od króla otrzymał – nie, nie cmentarz! – willę z ogrodem i ten ogród po wielu latach został wykorzystany na cmentarz.

Rosyjski akcent

Na cmentarzu jest pochowanych wiele znanych osób, co jest; po namyśle stwierdzam; oczywistą oczywistością, bo przecież wielu znanych np. artystów światowej sławy mieszkało i tworzyło w Paryżu.

 

Cmentarz jest cały czas „aktywny”, jeżeli można powiedzieć tak o cmentarzu, tzn. odbywają się tutaj cały czas pochówki zmarłych – czy to w trumnach czy w urnach.

W cieniu Wielkiego Łuku – dzielnica La Defense

Wielki Łuk

Dzielnica La Defense formalnie nie leży już w Paryżu, ale jak pisałam wcześniej granica pomiedzy Paryżem a najbliższymi „sąsiadami” jest cienka jak włos. I choć od obwodnicy Paryża jest już to pewien kawałek (3 stacje metra) to na dobrą sprawę nie czuje się wcale tego, że tę granicę się przekroczyło – zwłaszcza, że o całym Paryżu (rozumianym w sensie administracyjnym) można praktycznie powiedzieć, że to po prostu centrum najbliższej okolicy. Poza tym ta odległość jest naprawdę nieduża dla wyspacerowanego dorosłego, a dla małych dzieci (takich jak moje) jest w zasięgu ich możliwości – doszliśmy bez problemu już za pierwszym razem, choć później małe stopy były już zmęczone długim spacerem i wracaliśmy do domu metrem.

Zblizamy sie do dzielnicy La Defense

Najkrótsza droga prowadzi wzdłuż ruchliwej ulicy, co nie jest super przyjemne, ale ma się dzięki temu możliwość obserwowania „zbliżających się” wieżowców.

La Defense to głównie mnogość wieżowców, ale pomiędzy nimi są różne ciekawe miejsca i zaskakujące budowle/konstrukcje. My mamy jedno takie miejsce, które jest naszym ulubionym w tamtej okolicy. Widać z niego dwa ważne zabytki Paryża – szczegóły na poniższym zdjęciu. Proszę dobrze popatrzeć, co ciekawego znajduje się na dalszym planie – w sumie już przy linii horyzontu :).

Jednoczesnie widac i luk triumfalny i wieze Eifla.

Ten zbiornik wodny, ze sztucznymi kwiatami (chyba to są kwiaty?) bardzo zachęca do zatrzymania się przy nim i posiedzenia, zwłaszcza, że oferuje: ciekawy widok, ławki i stoły, oryginalną architekturę dookoła. Jest to zaskakująca alternatywa dla typowego miejsca piknikowego/odpoczynkowego na trawie, ale bardzo popularna – w porze obiadu trudno było znaleźć wolne miejsce przy stole.

Super miejsce piknikowe – dookoła zbiornika wodnego ozdobionego sztucznymi kwiatami (?) ławy i stoły.

Ławki piknikowe – podczas przerwy obiadowej zapełniają się pracownikami pobliskich wieżowców.

To co „rzuca się w oczy” w dzielnicy La Defense to brak zieleni, co nie znaczy, że zupełnie jej nie ma (dowody, że jest obecna zamieściłam na niektórych zdjęciach), ale jest w pewien sposób przytłoczona zabudową – jakby tutaj trochę nie pasowała. Jest za to tutaj coś innego, czego nie ma w całym Paryżu, zupełnie inny klimat i nastrój – bowiem dzielnica La Defense to dzielnica biznesu, strzelistych wieżowców, nowoczesności, zaskakujących rzeźb. Jednak nie ma tam takiej nerwowej atmosfery pośpiechu jak w centrum Warszawy. Francuzi generalnie sprawiają wrażenie zrelaksowanych ludzi, nawet w miejscu, gdzie obraca się dużymi sumami jak tutaj. Tego relaksu naprawdę im zazdroszczę. Spokój i uśmiech jest widoczny prawie w każdym miejscu – jeżeli jest coś, co chciałabym zabrać ze sobą jako pamiątkę z naszego pobytu tutaj, to właśnie francuskie zrelaksowanie się i radość życia.

w oddali rzeźba kciuka.

Cała ta nowoczesność – czyli biurowce, szkło razem sprawia, że jest to miejsce, które zdawałoby się nie jest „spacerowe” – ale my byliśmy tam kilka razy z prawdziwą przyjemnością spacerując i odkrywając kolejne niespodzianki.

Czerwona rzeźba.

Na pewno najważniejszy do odwiedzenia jest Wielki Luk, który leży na tzw. Paryskiej Osi Historycznej.

Widok na łuk triumfalny z brzegu dzielnicy La Defense

Dzięki temu jest doskonale widoczny spod Luku Triumfalnego (i oczywiście Luk Triumfalny jest widoczny spod Wielkiego), co daje fantastyczny efekt.

Wielki Łuk widoczny z Łuku Triumfalnego.

Spod jednego łuku obserwujemy drugi. Jeden stary i rzeźbiony – drugi nowoczesny, dosyć kanciasty w formie. Blisko naszego mieszkania jest dobry punkt obserwacyjny, z którego możemy obserwować doskonale dwa łuki -oczywiście niejdnocześnie :D. Jest to coś co wzbudza niekończący się entuzjazm u moich dzieci – wykrzykują na zmianę nazwy obu łuków i bardzo się tym cieszą.

Wielki Luk - La Grande Arche de La Défense, a właściwie Grande Arche de la Fraternité - czyli wielki łuk braterstwa to budynek, który miał uczcić ludzkość i idee humanitarne. W jego wnętrzu znajdują się biura, są wystawy.

Kształtem jest prawie sześcianem. W dolnej części jego prześwitu jest umieszczona nieregularna konstrukcja nazwana Chmurą, która ma celowo zaburzać harmonię i symetrię olbrzymiego łuku.

Łuk z boku

Warto usiąść na jego schodach (schody są z obu stron) i po prostu posiedzieć i się „pogapić” przed siebie.

 

Po drugiej stronie łuku jest taki widok.

My tak siedzieliśmy wiele razy i za każdym razem jest miło. Mimo, że patrzymy przecież na ten sam widok :) A dla rozrywki kiedyś byliśmy świadkami jakiegoś biegu dookoła wielkiego łuku – więc nigdy nie wiadomo, co się wydarzy :D

Zawody.

Do spacerów zachęca też fakt, że powierzchnia dzielnicy jest praktycznie wyłączona z ruchu kołowego, do wieżowców można dostać się drogami w podziemiach. Jedyne auto jakie widziałam na powierzchni to było auto jakiś służb miejskich i poruszało się prędkością ślimaka i migało wszystkimi możliwymi światłami.