Cmentarz Pere Lachaise – „Cmentarze pełne są ludzi niezastąpionych” (Georges Clemenceau)

Grób rodzinny – małe mauzoleum.

Cmentarz Pere Lachaise jest udanym miejscem na spacer, po pierwsze jest tu duży spokój – jak to na cmentarzach, po drugie – pięknych rzeczy do oglądania jest tu od groma i ciut ciut – niektóre groby to prawdziwe dzieła sztuki.

Dodatkowo jest dużo zieleni, my byliśmy w okresie, gdy spadały kasztany, zatem dzieci miały dodatkową atrakcję. W sumie to nawet byłam trochę zła na te kasztany, bo chciałam dzieciom pokazać miejsce spoczynku znanych ludzi, a tymczasem te kasztany skupiły większość ich uwagi. Później jednak stwierdziłam, że maluchy, to maluchy – muszą zwiedzać po „maluchowemu” i poza wprowadzeniem kasztanowego limitu na liczbę zebranych skarbów, nie przeszkadzałam im już więcej w odkrywaniu cmentarza w kasztanowy sposób.

Nazwa cmentarza znaczy „ojciec Lachaise”, ojciec Lachaise był spowiednikiem Ludwika XIV i w prezencie od króla otrzymał – nie, nie cmentarz! – willę z ogrodem i ten ogród po wielu latach został wykorzystany na cmentarz.

Rosyjski akcent

Na cmentarzu jest pochowanych wiele znanych osób, co jest; po namyśle stwierdzam; oczywistą oczywistością, bo przecież wielu znanych np. artystów światowej sławy mieszkało i tworzyło w Paryżu.

 

Cmentarz jest cały czas „aktywny”, jeżeli można powiedzieć tak o cmentarzu, tzn. odbywają się tutaj cały czas pochówki zmarłych – czy to w trumnach czy w urnach.

Muzeum poczty – „ludzie listy piszą, zwykłe, polecone” („Medytacje wiejskiego listonosza”, Skaldowie)

Dyliżans pocztowy.

Byliśmy w muzeum poczty, wybrałam je do zwiedzania głównie ze względu na dzieci. Szukałam miejsca, które zainteresuje maluchy, a okazało się, że znalazłam muzeum ciekawe dla nas wszystkich. Muzeum poczty okazało się być strzałem w dziesiątkę, a nie spodziewałam się szczerze powiedziawszy, że o zwykłej poczcie można zrobić tak wciągające muzeum. Nie miałam też co prawda wcześniej jakiś głębszych przemyśleń na temat poczty, raczej poczta kojarzy mi się z tym, że zawsze muszę stać w kolejce, aby odebrać lub nadać list polecony – czyli nic fajnego, przyznacie. Nie powiem, że po wizycie w muzeum stanie w kolejce zacznie mi się podobać, co to to nie, bez przesady :D Jednak dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy i na pewno to muzeum zapamiętam i będę polecać do zwiedzania.

Skrzynka pocztowa

Poznaliśmy historię poczty francuskiej od początku do czasów obecnych. Na wystawie zgromadzono bardzo dużo eksponatów, które pokazały nam jak przekazywano listy i paczki przez wieki. Poza tym zwrócono uwagę jak zmiany ekonomiczne, społeczne i rozwój techniki wpłynęły na zmiany na poczcie.

Bardzo mocna „koperta” i niewidoczny atrament.

Ciekawe było dowiedzieć się jak zabezpieczano listy podczas wojny (zdjęcie powyżej)  i  jak wysyłano listy z oblężonego Paryża (podczas wojny francusko – pruskiej) – mianowicie balonem i również przy pomocy gołębi pocztowych (to niewielkie wiadomości).

Wyposażenie dawnego listonosza.

Zobaczyliśmy wiele znaczków, również ciekawe pudełeczko na znaczki – pierwszy raz coś takiego widziałam i przyznam, że to przydatny gadżet dla kogoś, kto kupuje znaczki na zapas.

Znaczki i pudełeczka na znaczki.

Na  filmach zobaczyliśmy również jak się wytwarza znaczki – od pomysłu, co ma być na znaczku, poprzez zrobienie matrycy aż do druku. Poza tym kolejne rzeczy wykorzystywane na filmach były zaprezentowane w gablotce i mogliśmy wszystko dokładnie obejrzeć.
W sali poświęconej poczcie lotniczej był też samolot, który można było dotykać i obejrzeć z każdej strony. Jest to świetna forma umocnienia w pamięci wrażeń ze zwiedzania.

Spodobała mi się bardzo sala z dyliżansami pocztowymi – poza małymi modelami, których się spodziewałam – na środku ustawiono model w rzeczywistym rozmiarze (zdjęcie na początku wpisu).

Makieta dyliżansów.

Wystawa była momentami dosyć interaktywna. Między innymi staliśmy przed kamerą, która do naszego sfilmowanego obrazu dokładała kapelusze listonoszy z różnych wieków, było przy tym dużo zabawy.W sali poświęconej telegrafowi można było spróbować „nadać” swój własny telegram wykorzystując alfabet Morsa.

Nadajemy nasze wiadomości.

Nie był to jedyny „inny” alfabet do przesyłania wiadomości zaprezentowany w muzeum, był również i taki:

Alfabet Leipziga.

Dzieci mogły dopasowywać wyrazy napisane „normalnie” do zaszyfrowanych, dobra myśl, aby angażować dzieci do różnych zadań, dzięki temu lepiej zapamiętują, co widziały a poza tym wystawa jest dla nich ciekawa, nie nużą się.

Różne samochody pocztowe.

Dla francuskich dzieci było też dużo historii „opowiadanych” przy makietach z różnymi sytuacjami z „życia poczty” w różnych okresach historycznych – niestety nie było wersji angielskiej nagrania (o polskiej nie wspomnę). Jednak nie zapomniano całkiem o niefrancuskojęzycznych gościach, dostaliśmy mapę po angielsku, opisy w salach w jakimś małym ułamku były po angielsku, a pani sprawdzająca bilety przy wejściu płynnym angielskim wytłumaczyła mi jak się poruszać po muzeum.

Dzieci dostały takie specjalne książeczki z różnymi zadaniami dotyczącymi muzeum – super sprawa, polecam wszystkim muzeom taki pomysł. Zadania można robić na miejscu lub później w domu. Dlaczego to było fajne? Po pierwsze dzieci uwielbiają dostawać prezenty, więc była radość na wejściu, po drugie są zaangażowane w zwiedzanie, po trzecie w domu przypominają sobie, co widziały.

Jeden z plakatów – proszę uważnie popatrzeć, co jest niszczone,

Poniżej jeszcze zdjęcia różnych skrzynek pocztowych:

 

 

Opera Garnier – dom upiora

Opera Garnier – Paryż

„Niezwykły duet nasz
Usłyszy noc
Bo mam nad tobą już
Nadludzką moc
A choć odwracasz się
Spoglądasz w tył
To ja
To upiór tej opery mam
We władzy sny”

Z piosenki „Upiór opery”, z musicalu „Upiór w operze” inspirowanego powieścią Gastona Leroux „Upiór w operze”

tył opery

Właśnie w tym budynku mieszkał Upiór z powieści „Upiór w operze” – autor wykorzystał fakt, że opera powstała na podziemnym jeziorze, z którego w rzeczywistości woda była wypompowywana przez 8 miesięcy. Budynek ten był siedzibą Opery Narodowej od 1875 roku do 1989 roku do wybudowania Opery Bastille, gdzie przeniósł się zespół Narodowej Opery Paryża. Podobno nowy budynek nie ma tak dobrej akustyki jak stary i nadal w operze Garnier odbywają się przedstawienia.

Pałac Inwalidów – spotkanie z historią.

Widok na Hotel Inwalidów. Przyznam, że robi wrażenie- bo przed nim duża przestrzeń sprawia, że budynek jest jeszcze bardziej imponujący.

„I czekasz jeszcze? Jeszcze czekasz?
Deszcz jest jak litość – wszystko zetrze:
i krew z bojowisk, i człowieka,
i skamieniałe z trwóg powietrze.”

K.K. Baczyński „Deszcze”.

Pałac Inwalidów jest piękny i imponujący. Mieści się w nim między innymi Muzeum Armii, o którym pisałam w poprzednim wpisie oraz mauzoleum Napoleona i można tutaj naprawdę świetnie spędzić czas (zwłaszcza, gdy interesują nas sprawy wojskowości i historia). Zaczęłam jednak takim refleksyjnym fragmentem mojego ulubionego wiersza K.K. Baczyńskiego, ponieważ chciałam wszystkim przypomnieć, po co Pałac Inwalidów był zbudowany. W 1670 roku Ludwik XIV zlecił zbudowanie wielkiego pałacu, w którym mogliby znaleźć schronienie francuscy weterani wojenni, w tym kalecy i bezdomni żyjący z jałmużny. I tak mi jakoś tak ten wiersz przyszedł do głowy jak siedziałam i dumałam sobie o tym miejscu.

na dziedzińcu

Na porządne zwiedzanie całego kompleksu należy poświęcić jeden dzień. Samo Muzeum Armii zajmie dużo czasu a poza tym możemy zobaczyć i inne ciekawe miejsca. Poza tym mamy do dyspozycji dużo terenów zielonych z pięknymi rabatami kwiatowymi, gdzie możemy odpoczywać.

na dziedzińcu

Kościół pałacowy – z bardzo prostym wystrojem, ozdobioną praktycznie tylko sztandarami zdobytymi w różnych epokach przez wojska francuskie.

Wielka złota kopuła jest jednym z najbardziej charakterystycznych punktów Paryża i stanowi dobry punkt orientacyjny podczas zwiedzania.

Kościół – mauzoleum połączony z kościołem pałacowym, w którym najważniejsze miejsce zajmuje kaplica grobowa Napoleona.
Sarkofag, w której znajduje się ciało Napoleona jest imponująco wielki. Podobno cesarz jest pochowany w 6 trumnach a jego zwłoki są zabalsamowane. Trumny są z: białego metalu, mahoniu, dwie z ołowiu, hebanu i dębu. Obok wodza pochowano jego synka zwanego Orlątkiem.

Grób Napoleona Bonaparte.

 

Grób Napoleona z góry

W kościele – mauzoleum spoczywają też inni znani wodzowie, między innymi Ferdinand Foch (w Paryżu jest też aleja Focha).

Cały kompleks Hotelu Inwalidów jest bardzo duży, robi wrażenie a dla tych, co jak ja z historią są na bakier, pozwala spotkać się z historią prawdziwą, podaną w ciekawej formie.

 

Muzeum Armii – raj dla chłopców małych i dużych

Polski akcent w Muzeum Armii

Wpis ten dedykuję wszystkim mamom synków, szczególnie tym, które interesują się innymi rzeczami niż synkowie.

Wyposażenie żołnierza – Wojna Swiatowa.

Osobiście nie wiem skąd nagle ni z tego ni z owego bierze się u chłopców zainteresowanie dla spraw związanych z wojskiem. Ale zainteresowanie dinozaurami, rycerzami, żołnierzami to chyba kolejne etapy rozwoju chłopców (o tym etapie żołnierskim opowiedziała mi kiedyś koleżanka M.Sz. też mama chłopca i sprawdziło się!). W każdym razie zainteresowanie jest i Muzeum Armii znajdujące się w Hotelu Inwalidów to chyba ulubione miejsce mojego synka w Paryżu. Mojemu osobistemu mężowi również bardzo się tam podoba.

Dziedziniec – Hotel Inwalidów. Z tego dziedzińca wchodzimy do poszczególnych działów muzeum oraz przechodzimy do Mauzoleum Napoleona.

Szczerze powiem, że muzeum jest ciekawe. Mnie sprawy wojskowości generalnie nie interesują a oglądanie gabloty z różnymi rodzajami strzelb (na dodatek mając w perspektywie gablotę z mieczami) nie kojarzy mi się z przyjemnością – a jednak znalazłam tam coś dla siebie. Na pewno muzeum to jest wspaniałą lekcją historii (ja Wam to mówię, a historię ze szkoły wspominam jako nuuuudy). Dla mnie też jest jakby rozwinięcie zdania Alberta Schweitzera „Groby żołnierzy są najlepszymi kazaniami o pokoju.” Dlaczego? Ponieważ w muzeum nie mogłam odpędzić myśli o tym jakie to straszne, że wymyślono tyle narzędzi do zabijania, tylu żołnierzy zginęło, tylu cywili. Być może mali i duzi chłopcy zwiedzający muzeum mają inne myśli podczas oglądania – ale to tym bardziej dobrze świadczy o muzeum, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Jest to w końcu największe muzeum tego typu na świecie. Generalnie – jest co oglądać.

W muzeum są sale dotyczące okresu panowania kolejnych Ludwików, Napoleonów, sale poświęcone I i II wojnie światowej, sale okresu rycerskiego, są nawet zbroje chińskie i japońskie! Jest broń z epoki kamienia, żelaza, starożytności – do wyboru do koloru. Mnogość eksponatów jest momentami przytłaczająca.

Dla mnie najciekawsza była ekspozycja poświęcona wojnom światowym. Oglądałam ją z wielkim zainteresowaniem.

Taki pojazd był zrzucany w kapsułach ze spadochronem.

Poza Muzeum Armii w tym samym kompleksie budynków jest też muzeum makiet.

A poza tym jest tutaj jeszcze do oglądania cały kompleks Hotelu Inwalidów, Mauzoleum Napoleona. Miałam o tym pisać dzisiaj, ale wyszło mi trochę inaczej – to już następnym razem w takim razie.

Neuilly – sur – Seine – przytulne gniazdko dla mieszkańców

Neuilly – sur – Seine to miasteczko i gmina położone tuż przy granicy z Paryżem, około 6 km od centrum Paryża. Znane jest między innymi z tego, że burmistrzem był tutaj późniejszy prezydent Francji Nicolas Sarkozy (po skończonej prezydenturze nie wrócił do Neuilly – mieszka podobno w 16 – stej dzielnicy) poza tym mieszkało tutaj i mieszka wielu znanych (i bogatych) Francuzów – między innymi właścicielka firmy L’Oreal – najbogatsza kobieta Francji. Jest to przepiękne miejsce do mieszkania – ulice są piękne, chodniki dosyć szerokie, jest dużo zieleni i miejsc na przyjemne spacery. A poza tym nie jest to miejsce tłumnie odwiedzane przez turystów, zatem jest spokojnie i można się zrelaksować mimo, że jest tuż tuż przy Paryżu. Przy okazji  dłuższego pobytu – polecam do zwiedzenia. Wystarczy zrobić jeden krok za administracyjny Paryż :)

Przepiękny budynek ratusza.

Kościół a przed nim ogrodzony ogródek – miejsce odpoczynku mam i małych dzieci.

Takich ładnych kamienic jest tutaj mnóstwo.

Ozdobne detale na jednej z kamienic.

Imponujące drzwi. Wyglądają ładnie, ale na pewno są niewygodne przy otwieraniu :)

 

Mały placyk

Duży placyk – tutaj 3 razy w tygodniu jest targ.

Zieleń miejska

Synagoga.

La Rochelle – plaża, meduzy, rekiny i inne wakacyjne przyjemności

Plażowanie, odpoczywanie

Jak pisałam wcześniej – sierpień miesiacem wakacji, zatem pojechaliśmy w sierpniu się wakacjować między innymi do La Rochelle. La Rochelle jest turystyczną miejscowością położoną nad Zatoką Biskajską (czyli jest to Ocean Atlantycki :) ). Miejsce to wymyślił mój osobisty mąż i chociaż znalazł je przypadkiem, czytając w przewodniku, co ciekawego jest w drodze do Bordoux, gdzie planowaliśmy docelowo pojechać; to trafił w dziesiątkę. Ostatecznie do Bordoux nie dojechaliśmy, bo w La Rochelle spodobało nam się tak bardzo, że zostaliśmy tam cały czas, który mieliśmy do dyspozycji.

Dwie wieże, pomiędzy którymi kiedyś kiedyś rozciągano łańcuch, który bronił dostępu do portu.

Choć przyznam szczerze, że na początku – pierwszego dnia, byliśmy przekonani, że zwijamy się następnego ranka. Miasto przywitało nas upałem, wielką kolejką w informacji turystycznej w centrum, gorąco aż buchało z chodników i ulic – nic nie wydawało się wtedy ładne. Na dodatek pani w informacji turystycznej wskazała nam plaże, które zupełnie nie przypadły nam do gustu. Pierwszy dzień spędziliśmy na szukaniu miejsca, które nam się spodoba do plażowania i byliśmy dosyć… rozczarowani. Pierwsza plaża zamiast piasku miała jakby grubo zmielone muszle, druga plaża wyglądała lepiej, ale trafiliśmy na odpływ, który odsłonił 20 metrową strefę błota. Błoto pachniało brzydko, lepiło się do wszystkiego zielono – czarną mazią – aby dostać się do wody trzeba było przejść, przez śliską strefę błota – nie było innej rady. Dla mnie dotknięcie tego stopami było torturą, ohydnym obrzydliwym doświadczeniem. Za to dzieci… wyturlały się w tym całe. Wyglądały niesamowicie,  potem wyturlały się w piasku i wyglądały jak Piaskowy Ludek. Wszystko fajnie, ale wymycie dzieci z tego „czegoś” pod zimnym prysznicem na plaży było niemiłe i dla nich i dla nas.

Ale później daliśmy miastu i okolicy jeszcze jedną szansę i bardzo dobrze! Kolejna nauka życiowa, że pierwsze wrażenie zwodzi. Miasto zwiedzone nie w upale, tylko podczas przyjemnego ciepłego popołudnia było urocze i ciekawe. A plaża, którą znaleźliśmy na wyspie Ile de Re tak bardzo przypadła nam do gustu, że wracaliśmy na nią jeszcze kilka razy.

Widok z karuzeli – wielkiego koła

 

La Rochelle ma ciekawą historię, jest starym miastem. Było ważnym portem handlowym (początkowo handlowano głównie winem, solą i serem, a w okresie zdobywania Nowego Swiata również niewolnikami z Afryki, futrami z Kanady i cukrem z Ameryki Srodkowej). Poza tym gościło Templariuszy, którzy podobno handlowali w La Rochelle winem. Poza tym jest legenda, że w porcie La Rochelle gościł statek, który przewoził świętego Graala. Przewozili go oczywiscie Templariusze, czyli La Rochelle byłoby też dobre na miejsce akcji dla ksiązki „Pan Samochodzik i Templariusze – kolejne starcie” czy coś w tym stylu. La Rochelle było również ważne ze względu na to, że stało się ważnym ośrodkiem protestanckim. Jednak na skutek wojen religijnych wielu hugenotów zostało zmuszonych do emigracji. Takie były czasy niestety, że nie było wolności wyznania we Francji.

Podczas drugiej wojny światowej mieściła się tutaj baza (port?) niemieckich łodzi podwodnych (niestety przez to miasto było często bombardowane), a na koniec było to pierwsze wyzwolone miasto francuskie.

Co można tutaj zwiedzić? A może raczej, co my zwiedziliśmy i robiliśmy :D ?

Plażowaliśmy, zwiedziliśmy wielkie Akwarium, Muzeum Lalek i Miniatur, port, jeździliśmy wielkim kołem (taka karuzela), płynęliśmy tramwajem wodnym, zwiedziliśmy Stare Miasto, spacerowaliśmy po pięknym parku miejskim, z mini ogrodem zoologicznym.

Tramwaj wodny – atrakcja i sposób transportu

Szczególnie polecam Akwarium, które ma wspaniały tunel z meduzami, rekiny i wiele różnych gatunków ryb i stworzeń morskich – mi się bardzo podobało.

 

 

Centrum Pompidou – plątanina kolorowych rur

Centrum Georges Pompidou (można się też spotkać z nazwą Beaubourg) to wspaniałe muzeum sztuki współczesnej. Wspaniałe. Nawet jeszcze raz powiem. Wspaniałe. Ja byłam oczarowana zbiorami i samym muzeum również i poczułam żal, że przez ostatnie kilka lat nie miałam tyle czasu na historię sztuki, co kiedyś (ale to chyba takie westchnienie żalu wielu osób prawda? Nie ma niestety czasu na wszystko, co by się chciało i co się nawet bardzo lubi). Na pewno wiecej bym skorzystała, gdybym miała w głowie więcej informacji na świeżo a nie musiałabym ich odkopywać z czeluści pamieci. Uważam, że do dobrego odbioru sztuki trzeba być dobrze przygotowanym. Ja byłam przygotowana średnio, ale wizytę i tak uważam za bardzo udaną – moje poczucie estetyki zostało „dopieszczone”  i na jakiś czas zaspokoiłam potrzebę obcowania ze sztuką. Jednocześnie obiecałam sobie, że muszę znaleźć na nią więcej czasu.

Frontowa ściana Pompidou – w rurze ruchome schody, którymi zwiedzający przemieszczają się pomiędzy piętrami.

Jak widać na zdjeciu powyżej Centrum Pompidou jest niesamowite, architektura tego miejsca odbiega od wszystkiego, co widziałam wcześniej. Instalacje, windy są „powyciągane” na zewnątrz i umieszczone w rurach różnego koloru. Architektem budynku był Renzo Piano wraz z Gianfranco Franchini.

Elewacja pełna rur. Budynek „od tyłu”.

Każdy kolor rury jest dedykowany czemus innemu. Elektryczność – żółte rury, klimatyzacja – niebieskie, woda – zielone, wyjścia ewakuacyjne – czerwone. Jak czytałam na początku budynek wzbudzał niesamowite kontrowersje, ale po 10 latach (gdy R. Piano odbierał nagrodę Pritzkera) budynek był już „oswojony” a rewolucyjnośc tego projektu uznana.

Pompidou – widok „od tyłu”, ciekawy kontrast z innymi budynkami na ulicy.

Jeżeli ktos lubi, to polecam zerknięcie w inne prace architekta Piano http://www.rpbw.com/

Muzeum poza wystawą dla dorosłych mieści też część dla dzieci, która jednak według mnie nie jest zbyt atrakcyjna. A na pewno nie aż tak atrakcyjna jak muzeum dla dorosłych.

Poza wystawą sztuki dla małych i dużych mieści się tutaj jakieś centrum muzyczne, restauracja, biblioteka. Poza tym miejsce żyje. Dookoła budynku jest dużo ulicznych przedstawień, mnóstwo ludzi spędza tam czas, jest kawiarnia, z krzesełkami ustawionymi „po francusku”, czyli tak, aby było widać otoczenie.

Kawiarnia przy Pompidou – krzesełka oczywiscie ustawione tak, aby można było obserwować otoczenie – typowe dla Francji.

I jest jeszcze jedna dziwna rzecz – fontanna. Wygląda inaczej niż znane mi fontanny, ale w tym miejscu przecież nie mogła wyglądać zwyczajnie :D

Fontanna przy centrum Pompidou.

Fontanna przy Pompidou.

Z Pompidou z tarasów i z ruchomych schodów (które są na zewnątrz w przezroczysto – czerwonej rurze) można obserwować widok Paryża. Poniżej jeden z tarasów w muzeum.

Taras w muzeum Pompidou

 

Sierpień we Francji

Sierpień we Francji to specyficzny miesiąc. Jest to święty czas urlopu dla Francuzów i faktycznie widać, że kto może to wypoczywa – to jest MASOWE ODPOCZYWANIE. Taka sytuacja w Polsce nie wydaje się możliwa, choć nasze lato – lipiec i sierpień to też tradycyjny okres urlopowy. Jednak jak to wygląda zwykle w pracy, gdy chcemy brać urlop? Jest rozpisywany grafik, kto kiedy, często jest mnóstwo argumentów ze strony pracodawcy, dlaczego lepiej urlopu w tym terminie nie brać itp.  A z perspektywy obserwatora wygląda mi to tak, że we Francji – jak chcesz urlop w sierpniu, to oczywiscie go dostaniesz. Mój osobisty mąż nie miał kłopotu z żadnymi dniami wolnymi do tej pory – bo też postanowiliśmy wykorzystać piękną pogodę i pojechaliśmy nad ocean plażować zgodnie z myślą, że „skoro wszedłeś między wrony musisz krakać jak i one” – więc sierpień jest idealny na wszelkie wyjazdy i nie mogliśmy po prostu wybrać innego terminu :D

Panorama z dachu Instytutu Swiata Arabskiego

A jak to wyglądało w praktyce? Na miesiąc sierpień większość sklepów, zakładów usługowych została po prostu zamknięta. Na drzwiach pojawiła się kartka z informacja, że jest doroczna przerwa i szanowni klienci będziemy pod koniec sierpnia, albo na początku września.  Na naszej uliczce był otwarty tylko sklep z mrożonkami i apteka, a na sąsiedniej – nic. Wszyscy byli na wakacjach. I tak wyglądała większośc sklepików w naszej okolicy. Otwarte zostały duże sklepy, apteki (nie wszystkie) i pojedyńcze butiki. Osobisty mąż usłyszał u siebie w pracy o klinice, w której wypisali pacjentów na sierpień, bo lekarze idą na urlopy. Ale mega hitem było dla mnie znalezienie kartki na furcie na teren koscioła (katolickiego), na której napisali, że w sierpniu kościół jest… zamknięty :D Jak wakacje to wakacje w końcu!

Ogród Luksemburski.

Część restauracji jest również zamknięta. Oczywiście nie mówię o lokalach i sklepach „żyjących” z turystów, bo one są w sezonie sierpniowym otwarte, ale kto może – nie pracuje i sam staje się turystą. Jest to naprawdę zjawisko masowe – sierpień miesiącem odpoczynku. Zauważyłam, że zdecydowanie zwiększyły się kolejki do kościołów i muzeów w tym miesiacu – do Paryża też przyjeżdża dużo turystów zwiedzać.  Plusem dla nas – jako mieszkańców – są w tym miesiącu darmowe parkingi i zauważalny większy luz na miejscach parkingowych.